wtorek, 23 sierpnia 2016

Może nad morze... A może jednak w góry?

Wakacje nieuchronnie zbliżają się ku końcowi. Jak co roku, moja facebookowa tablica przez ostatnie dwa miesiące regularnie była zalewana zdjęciami z wyjazdów wakacyjnych. Kiedy parę dni temu przeglądałam kolejną galerię z cyklu "Lato 2016", naszła mnie pewna refleksja - otóż zdecydowana większość moich znajomych mających dzieci swoje urlopy spędziła nad morzem. Niby nie ma w tym niczego wyjątkowego, wszak morze jest chyba najpopularniejszym kierunkiem letnich wojaży - woda, plaża, słoneczko... Kąpiele, zabawy w piasku, opalanie... Idealny sposób na wykorzystanie najcieplejszej pory roku. Kiedy jednak myślę o wielu spośród tych znajomych, których nadmorskie zdjęcia oglądam, to przypominam sobie, że w okresie przed pojawieniem się dzieci uwielbiali góry i to tam spędzali każdy urlop. Co takiego się stało, że - po zostaniu mamą i tatą - fani górskich wędrówek zamieniają Tatry na Bałtyk czy Alpy na Morze Śródziemne?

 Kiedy się nad tym zastanawiam, do głowy przychodzą mi różne hipotezy. Może przyczyną jest z góry przyjęte założenie, że wszystkie dzieci wolą pluskać się w wodzie i bawić się w piasku niż zdobywać szczyty? A może wewnętrzne przekonanie, że dzieci są słabe i nie dadzą fizycznie rady wędrować po górach? Może dla rodziców czymś mocno zniechęcającym jest wizja marudzącego malucha, znudzonego górskimi krajobrazami i ciągłym chodzeniem? A jest przecież jeszcze kwestia bezpieczeństwa, kwestia organizacji... Cóż, może i te wszystkie obawy nie są bezzasadne. Faktem jest, że gros dzieci uwielbia zabawy w wodzie czy w piasku. Faktem jest również, że długie maszerowanie w nierzadko trudnym terenie może je zmęczyć, znudzić i wywołać irytujące jęczenie. Także planowanie i organizowanie górskich eskapad z dzieckiem jest bardziej skomplikowane niż organizacja wyjścia na plażę. Ale czy to wystarczające powody, by - uzasadniając to "dobrem dziecka" - rezygnować z wyjazdów w tak piękne, zachwycające i nieporównywalne z niczym innym miejsce, jak góry? Według mnie NIE!

Oczywiście ktoś może powiedzieć: "Nie masz dzieci, nie byłaś w górach z dziećmi - nie wypowiadaj się". W końcu ludzi, którzy wyznają zasadę "Nie masz dzieci - nie masz głosu", nie brakuje. A jednak, mimo braku osobistego doświadczenia - wypowiem się. Podczas tegorocznego wyjazdu w góry, ale także w zeszłych latach, widziałam bowiem na szlaku tyle pozytywnych obrazków rodziców z dziećmi, że aż sama nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wziąć z nich przykład. W tym roku mój szczególny zachwyt wzbudziła rodzinka spotkana w Karkonoszach - mama, tata i trzy córeczki. Kiedy ich spotkaliśmy, odpoczywali właśnie na polance przy schronisku. Rozmawiali, śmiali się, coś przekąszali, pokazywali sobie różne ciekawe rzeczy z otoczenia... Po paru minutach zebrali się i ruszyli w dalszą drogę. Zero jęczenia. Zero skwaszonych min. Zero gapienia się w smartfony. Na samo wspomnienie widoku tamtych odchodzących dziewczynek, z których każda miała na sobie turystyczny plecak z wystającą głową misia (zapewne siostry chciały, aby i ich przytulanki mogły podziwiać widoki), uśmiecham się bezwiednie. Piękny przykład tego, jak można zarażać dzieci swoją pasją już od najmłodszych lat.

Inny super-pozytywny przykład rodzinnego spędzania wakacji w górach widzieliśmy rok temu, podczas schodzenia z Rys (a więc już na poważniejszym szlaku). Było to trzech mężczyzn i trzech chłopców, na oko 11-letnich; najprawdopodobniej ojcowie z synami. Szli dziarskim krokiem w górę, taszcząc na plecach spore plecaki z doczepionymi karimatami świadczącymi o tym, że grupa spędza noce nie w komfortowym hotelu, a w górskich schroniskach. Patrząc na nich, aż czuło się zew przygody! Nie mam wątpliwości, że taki "męski wyjazd" zostanie w pamięci tych chłopców na dużo dłużej, niż plażing nad Bałtykiem.

Oczywiście przykłady można by mnożyć: pamiętam mniej więcej 3-letnią dziewczynkę, która już z daleka pozdrawiała innych wędrowców zwyczajowym górskim "cześć!", kilkuletniego chłopczyka motywującego mamę, kiedy ta opadała już z sił, ojca z synem, którzy tempem i techniką wchodzenia mogliby konkurować z najlepszymi... Oni wszyscy udowadniają, że można, że da się, a przede wszystkim - że warto. Oczywiście nie twierdzę, że zawsze jest tak różowo - nieraz spotykaliśmy również na szlakach marudzące dzieci i rodziców skrajnie wyczerpanych dźwiganiem swoich pociech, gdy te kategorycznie odmawiały dalszego maszerowania. Jednak według mnie nie są to rzeczy nie do przeskoczenia. Wystarczy chcieć!

Kochasz góry, ale masz malutkie dziecko, które autentycznie nie da rady po nich chodzić? Są specjalne nosidła turystyczne, które podobno świetnie się sprawdzają, a obciążają dorosłego niewiele więcej niż plecak. Twoje dziecko sprawnie już chodzi, ale męczy się przy dłuższych dystansach? Wybieraj takie szlaki, którym podoła, rób częstsze postoje i zapewniaj stałe dostawy energii (szczególnie polecam czekoladę i batony - może nie są to najzdrowsze produkty, jednak w górach są niezastąpione). Obawiasz się, że dziecko będzie się nudzić i nie będzie zadowolone z takich wakacji? Pomyśl, jak można mu uatrakcyjnić wędrowanie po górach tak, by z nudnego i długiego chodzenia zrobić świetną zabawę. A przede wszystkim - nie zakładaj z góry, że dla dzieci atrakcyjniejsze są wakacje nad wodą. Naprawdę dużo zależy tutaj od nastawienia rodziców, od tego, czy podchodzą do sprawy entuzjastycznie, czy raczej lękowo. Pisałam to już nie raz, napiszę po raz kolejny - dzieci łatwo zarażają się emocjami i postawami od rodziców, wykorzystaj to, by pokazać im, jak świetną przygodą mogą być wakacje w górach!

A na koniec parę pomysłów na to, jak uatrakcyjnić dzieciom górskie wędrówki i sprawić, by zamiast marudzenia zajęły się czymś o wiele ciekawszym:)
  • przygotuj specjalny medal i upominek-niespodziankę dla zdobywcy szczytu, który macie zaplanowany na dany dzień; aby podtrzymywać motywację w trakcie trwania wspinaczki, możesz także wymyślić jakieś mini-odznaki za ukończenie poszczególnych odcinków trasy.
  • przed rozpoczęciem wycieczki wręcz dziecku listę z obiektami, które prawdopodobnie spotkacie na swojej trasie: strumyk, fiołek alpejski, drewniana chata czy motyl (dla dziecka młodszego niech będą to schematyczne rysunki, dla starszego - słowa); w trakcie marszu dziecko niech wyszukuje poszczególne pozycje z listy, aż "odhaczy" wszystkie (warto, by ostatni obiekt był dopiero na szczycie).
  • zaangażuj dziecko w uwiecznianie waszych wakacji na zdjęciach; niech wyszukuje widoki, które warto sfotografować, a także niech samo próbuje swoich sił jako fotograf.
  • pobawcie się w grę "Widzę coś..." - jedno z was wybiera sobie jakiś obiekt z otoczenia i zaczyna o nim opowiadać, a drugie próbuje odgadnąć, o czym mowa.
  • opowiadaj dziecku różne ciekawe historie związane z górami (a jeśli żadnych nie znasz, to najpierw się do tego przygotuj:)).
  • urozmaicajcie sobie monotonny marsz, chodząc w różny sposób: krokami słoniowymi, mrówczymi, zajęczymi skokami itd.

Co prawda mamą jeszcze nie jestem, za to wielbicielką gór - jak najbardziej. I wiecie co? Chociaż może i wędrówki górskie w towarzystwie samych dorosłych są prostsze do "ogarnięcia", to ja i tak już nie mogę się doczekać, żeby podzielić się z przyszłymi potomkami tym całym pięknem, jakie odkryłam w górach:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz