sobota, 19 marca 2016

Mali wymuszacze, czyli akcja-manipulacja



Gdy słucham czasem tego, co ludzie mówią o dzieciach (oczywiście nie wszyscy, bo jednak spora część społeczeństwa jest zdecydowanie pro-dzieciowa) , zastanawiam się, czemu jak dotąd większość ludzi jednak chce je mieć. Przecież są takie absorbujące, takie marudne, takie hałaśliwe, takie nieznośne… A nade wszystko na każdym kroku próbują manipulować rodzicami.
Manipulacja zaczyna się już w niemowlęctwie. Bobasy marudzą, by wymusić ciągłe noszenie na rękach. Godzinami „wiszą” na piersi, bo zrobiły sobie z niej smoczek. Wieczorami, pozostawione same w łóżeczkach w ramach „nauki samodzielnego zasypiania”, płaczą wniebogłosy, by zmusić rodzica do zajęcia się nimi. Manipulacja pełną gębą.


Gdy kończą wiek niemowlęcy, manipulowanie rozkręca się na całego. Histeryzują w sklepie, by dostać zabawkę, regularnie próbują zwrócić na siebie Twoją uwagę poprzez złe zachowanie, mówią, że jesteś najgorszą matką/najgorszym tatą, bo nie zrobiłaś/zrobiłeś tego czy tamtego…

Jak często słyszeliście te „dobre rady” na temat swoich pociech? Nie noś, bo przezwyczaisz. Wprowadź stałe pory karmienia, inaczej maluch zrobi sobie z Ciebie smoczek. Naucz je, by zasypiało samo - jak się wypłacze, to zaśnie. Nie zwracaj na niego uwagi, to przestanie. Ono Cię emocjonalnie szantażuje - nie daj się. Płacze w reakcji na Twoją odmowę, bo chce wymusić zmianę decyzji – bądź twarda. I tak dalej, i tak dalej... Gdy myślę o tego typu sformułowaniach, wyłania mi się obraz dziecka, które całą swoją relację z rodzicem opiera o manipulację nim. A co najlepsze – robi to już od urodzenia. Tylko czy to jest rzeczywiście prawda o dzieciach?

Dla mnie słowo „manipulacja” ma mocno negatywny wydźwięk. Bardzo nie lubię go w odniesieniu do dzieci (a już wyjątkowo mnie razi, gdy mowa o niemowlętach). Zgoda, dzieciaki kombinują, badają granice, sprawdzają wpływ, jaki mogą wywrzeć na innych, UCZĄ się, jak sobie radzić w relacjach międzyludzkich, ale czy manipulują? Czy można tym słowem określić zachowanie kilkumiesięcznego malucha, który płacze, bo jest to jedyny dostępny mu sposób na zakomunikowanie rodzicom jakiejś niezaspokojonej potrzeby? A 3-latek, który wpada w histerię, bo właśnie przeżywa frustrację z jakiegoś arcyważnego dla siebie powodu? Czy okazywanie silnego wzburzenia przez dziecko, które dopiero poznaje cały ten skomplikowany świat emocji, jest równoznaczne z chęcią manipulacji?

Osobiście nie jestem zwolenniczką takiego spojrzenia na dziecko. Nie lubię doszukiwać się w tych małych ludziach wyrachowania, przebiegłości, wyrafinowania, słowem - cech, które są raczej charakterystyczne dla świata dorosłych. Chyba zbyt łatwo zapominamy, że dzieci są - no właśnie - DZIEĆMI, że dopiero uczą się funkcjonowania wśród ludzi. I że nawet, jeśli ich zachowanie na pierwszy rzut oka wygląda na manipulację, to niekoniecznie jest nią w istocie.

Dla lepszego wczucia się w temat zachęcam do eksperymentu myślowego. Wyobraźmy sobie sytuację, w której dziecko "manipuluje" rodzicem - powiedzmy, że płacze, bo mama nie zgodziła się na wyjście na dwór. A teraz uwaga - od naszego założenia, jakie przyjmiemy w głowie, będzie zależało, jaka będzie nasza reakcja. Jeśli założymy, że oto dziecko perfidnie nami manipuluje, chcąc płaczem wymusić na nas zmianę decyzji, to oczywiście "nie damy się". O nie, nie z nami te numery. Dziecko sobie popłacze, my przeczekamy i koniec. Ale jeśli przyjmiemy założenie, że nasza pociecha jest zwyczajnie zła, smutna i sfrustrowana tym, że sprawy idą nie po jej myśli, i uzewnętrznia to płaczem, to nasz do niej stosunek będzie inny niż w pierwszym przypadku. Będzie w nim więcej zrozumienia, akceptacji, empatii. Jestem pewna, że lepiej wpłynie to na relację rodzic-dziecko niż wchodzenie w niepotrzebne gierki i mocowanie się z potomkiem.

Owszem, czasem rzeczywiście widać, że maluch zmusza się do płaczu - niby zalewa się łzami, ale jednocześnie dyskretnie podpatruje, czy mama mięknie - ale nawet w takich sytuacjach starajmy się pamiętać, że to tylko dziecko i że ma pełne prawo do eksperymentowania i do sprawdzania, jaką ma "moc". Im więcej będzie w nas spokoju i zgody na ten zupełnie normalny etap rozwoju, a zarazem im mniej podejrzliwości typu "ono najwyraźniej mną manipuluje!", tym lepiej - i dla nas, i dla naszego szkraba.      

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz