wtorek, 23 lutego 2016

A Ty? Wierzysz w ADHD?

"Dawniej nie było ADHD" - usłyszałam ostatnio, po raz nie wiem już który, złotą myśl jednego z przedstawicieli starszego pokolenia. Zapewne i Wam zdarzyło się słyszeć tego typu stwierdzenia, obowiązkowo wypowiadane tonem nieznoszącym sprzeciwu; z moich doświadczeń wynika, że dłuższe spotkania rodzinne, podczas których porusza się dziesiątki tematów na godzinę, są ku temu wspaniałą okazją. Zawsze znajdzie się jakiś samozwańczy spec od medycyny, pedagogiki i psychologii dziecięcej w jednym, który za żadne skarby świata nie da sobie wmówić, że ADHD, dysleksja czy autyzm to choroby, a nie wymysł współczesności. Takich specjalistów nie brak również w internecie - pozwolę sobie kilku zacytować:

"ADHD jest jedną z tych chorób, które do niedawna leczył z ogromną skutecznością przeciętny ojciec przeciętnym pasem, a dziś jest to ogromny społeczny problem - cofamy się w rozwoju."

"Idealne usprawiedliwienie dla durnia nieprzyswajającego wiedzy i niepotrafiącego skupić uwagi. Ale nie, on nie jest po prostu głupi i roztrzepany, on jest biedaczek chory, ma ADD, ABC, XYZ, albo jeszcze jakąś inną, świeżo wymyśloną chorobę. W związku z tym powinien mieć ulgi na testach i egzaminach, darmowe bilety komunikacji miejskiej i talony na węgiel." 

"Dysleksja? Kiedyś dostawało się, po zebraniu rodziców w szkole, wpie...dol od ojca i każda dysfunkcja szybko przeszła:-)"

"Jaka dysleksja? :) pieprzone lenistwo i nic więcej. Rośnie pokolenie analfabetów. Jak to możliwe że za moich czasów nikt w klasie nie miał problemów z czytaniem i pisaniem."

"Dla części rodziców taka diagnoza jest w pewien sposób nobilitująca. „Mam dziecko z autyzmem” – to jest wytłumaczenie, dlaczego dziecko gorzej funkcjonuje w społeczeństwie, w grupie rówieśniczej. To dotyczy wielu jednostek chorobowych. „Modne” niedawno ADHD jest już passé, teraz „na czasie” jest zespół Aspergera."

Zawsze, gdy czytam podobne mądrości, coś się we mnie gotuje. Nie łudzę się jednak, że przekonam tych wszystkich światłych specjalistów, tym bardziej, że dla wielu z nich osoba z moim wykształceniem to po prostu "kolejny wyłudzacz kasy, który cieszy się z coraz to nowych wymyślonych zaburzeń, bo będzie miał kogo naciągnąć na terapię"... Dla nich ADHD zawsze będzie "zespołem braku ojcowskiego paska", dysleksja będzie lenistwem, a zaburzenia takie jak depresja czy anoreksja zwyczajną fanaberią ludzi, którzy nie mają w życiu poważniejszych problemów. Zapewne nie przekonam nieprzekonanych, a jednak jest to dla mnie na tyle ważny temat, że poruszam go na blogu - jeśli przynajmniej jedna osoba, która to przeczyta, choć trochę "uwierzy" w ADHD czy dysleksję - będę usatysfakcjonowana:)

No więc co to właściwie jest, to całe ADHD? No cóż, na pewno nie jest synonimem temperamentu dzieci, o których mówi się "żywe srebra". To, że dziecko jest ruchliwe, że wszędzie go pełno, wcale jeszcze nie oznacza, że ma ADHD. Żeby zdiagnozować to zaburzenie, muszą być widoczne także inne kluczowe objawy: zaburzenia uwagi i nadmierna impulsywność. Dziecko z ADHD, gdy zdenerwuje się na kolegę, po prostu mu przyłoży; nie sprawdzi wcześniej, czy nauczyciel tego nie widzi, jak zapewne zrobiłby zdrowy rówieśnik. Gdy zobaczy coś ciekawego po drugiej stronie ulicy, natychmiast tam pobiegnie - nie rozejrzy się wcześniej, czy właśnie nie nadjeżdża samochód. Gdy przyjdzie mu do głowy myśl, którą zechce się podzielić z mamą, od razu do niej pobiegnie - nie przypomni sobie w porę, że przed chwilą obiecało, iż nie będzie przeszkadzać mamie rozmawiającej akurat przez telefon. I nie, nie chodzi o to, że te dzieci nie znają zasad - znają je, co więcej, chcą ich nawet przestrzegać, ale ich impulsywność jest na tyle silna, że mają koszmarne problemy z kontrolowaniem się.

Na domiar złego zmagają się jeszcze z kłopotami z uwagą - zarówno z kierowaniem nią, jak i z utrzymywaniem jej na jednym, świadomie wybranym bodźcu. Wyobraźcie sobie, że rozmawiacie z koleżanką i naprawdę ze wszystkich sił staracie się słuchać, co Wam opowiada, ale co chwilę coś Was rozprasza - a to hałas zza okna, a to szwędający się pod nogami pies, a to wzory na dywanie... Wasze myśli krążą to tu, to tam, gdy nagle orientujecie się, że koleżanka chyba zadała Wam jakieś pytanie i czeka na odpowiedź. A może jeszcze ma Wam za złe, że "znów jej nie słuchaliście", bo takie sytuacje zdarzają się Wam notorycznie... Nieciekawie, prawda? Myślę, że deficyt uwagi jest naprawdę porządnym wyzwaniem dla tych dzieciaków, których tak łatwo zaszufladkować jako niegrzeczne i źle wychowane. A to żadna niegrzeczność, tylko odmiennie pracujący mózg, którego ŻADEN ojciec nie uzdrowi cudownie za pomocą ŻADNEGO paska.

Chciałam napisać jeszcze parę słów o dysleksji i o tym, dlaczego bardzo krzywdzące jest nazywanie dyslektyków czy dysortografików leniami, ale tak naprawdę sprawa ma się podobnie, jak w przypadku ADHD. I tu, i tu mamy podłoże biologiczne - inne funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego. Wielka szkoda, że tak wiele osób nie chce tego zrozumieć, a zamiast tego lubuje się w rzucaniu oskarżeń tym i tak już obciążonym przez biologię dzieciom, ewentualnie - ich nieudolnym wychowawczo rodzicom. Zgoda, być może są rodzice, którzy "załatwiają dzieciom papier o dysleksji", aby te miały łatwiej w szkole, ale nie pozwólmy, by takie wyjątki kształtowały nasz stosunek do problemu dysleksji i innych zaburzeń w ogóle. Więc jeśli jesteś, drogi czytelniku, człowiekiem "niewierzącym" w ADHD i inne wymysły nowoczesności, to proszę Cię - kiedy następnym razem będziesz miał ochotę głośno wypowiedzieć swoje zdanie, powstrzymaj się, usiądź i poczekaj, aż Ci przejdzie - w przeciwieństwie do dziecka zmagającego się dzień w dzień z uwarunkowaną biologicznie nadmierną impulsywnością, masz taką możliwość. Ciesz się tym. 



 
 

1 komentarz:

  1. Tak, ostatnio przeczytałam że autyzm jest w modzie. Krew mnie zalewa..bo taki człowiek dziecka z autyzmem (notabene z adhd czy dysleksją) na oczy nie widział. I ja z chęcia ten modny autyzm oddam każdemu

    OdpowiedzUsuń