poniedziałek, 30 marca 2015

Chcesz ukarać? Zrób to z głową!



Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie sytuacja zaobserwowana ostatnio na przedszkolnym korytarzu. Zapłakany maluch, obok rozeźlony tata; wyraźnie się w czymś nie zgadzają. Nigdy wcześniej nie widziałam akurat tego ojca w podobnym stanie, toteż wiedziona ciekawością, zapytałam później nauczycielkę chłopczyka o powód porannej awantury. I co się okazało? Otóż dziecko, wchodząc do przedszkola, nie powiedziało „dzień dobry”. Tak, wiem - zgroza... Jak nakazuje sprawiedliwość, za przewinienie musi być kara. Szlaban na oglądanie bajek przez tydzień. Taką oto sankcję nałożył na swojego 3-latka tata za brak „dzień dobry” o poranku.  Nie wiem, czy znajdzie się wśród Was ktoś, kto oceni, że powyższa kara była adekwatna do rangi przewinienia, ale powiem szczerze, że ja byłam głęboko oburzona tą jawną niesprawiedliwością.

Po pierwsze – dlaczego nie damy dziecku prawa do gorszego dnia? Czy my - dorośli, dojrzali przecież ludzie – zawsze, niezależnie od nastroju i okoliczności, przestrzegamy wszystkich zasad kulturalnego zachowania się? Jakoś nie widać tego choćby w moim bloku, w którym jakieś 90% mieszkańców nie ma w zwyczaju mówić „dzień dobry” i „do widzenia” swoim sąsiadom. A co dopiero taki mały, niestabilny emocjonalnie, a na domiar złego niewyspany kilkulatek? Czy rzeczywiście tym brakiem porannego przywitania się aż tak dotkliwie urazi wszystkich naokoło, że w ramach odpokutowania będzie musiał przez tydzień obejść się bez ulubionych bajek? Myślę, że gdyby rzeczony tata spróbował wczuć się choć trochę w sytuację swojego dziecka, które może akurat wstało lewą nogą i  nie miało najmniejszej ochoty być budzone i ciągnięte z samego rana do przedszkola, to nie szastałby tak bardzo karami za brak kulturalnego przywitania się z przedszkolnym towarzystwem.  

Po drugie – co da dziecku kara tego typu? Zastanówmy się, dlaczego ów chłopczyk następnym razem powie „dzień dobry”. Czyżby dlatego, że zrozumiał, że tak przejawia się jego uprzejmość i że w ten sposób okazuje innym szacunek? Nie sądzę. Myślę raczej, że będzie pamiętał o kulturalnym przywitaniu w obawie przed ponowną utratą możliwości oglądania kreskówek. Stąd właśnie mój dystans do wszelkich metod wychowawczych, w których centrum stoją kary. Nie mówię, że one nigdy nie są potrzebne, ale czasem (a nawet często) uczą nie tego, czego byśmy oczekiwali. Na dodatek zbyt częste karanie dziecka niesie ze sobą ryzyko poważnego nadszarpnięcia relacji między nim a dorosłym – nieraz widziałam już w swojej pracy dzieci trwale zniechęcone do określonych osób (czasem był to jeden z rodziców, a czasem nauczycielka), których styl wychowania mogłabym określić mianem stylu represyjnego. Zanim więc uczynimy z metody wzmocnień negatywnych swoją ulubioną taktykę w walce z niepożądanymi zachowaniami naszego smyka, zastanówmy się dobrze, czy aby na pewno gra jest warta świeczki.  

A po trzecie – krótko i zwięźle -  dziecko to CZŁOWIEK, a nie zwierzątko do wytresowania! Nie zapominajmy o tym, że naszym zadaniem jest je wychować, a to naprawdę nijak się ma do tresury rodem z cyrku! Jestem przekonana, że cały nasz  wysiłek wkładany w to, żeby mądrze wychowywać kolejne pokolenie, zwróci się nam z nawiązką!

A na koniec garść rad, które według mnie warto zastosować, zanim uraczymy nasze dziecko karą:
  • zastanów się, czy zachowanie, za które zamierzasz ukarać dziecko, nie wynika po prostu z jego przemęczenia/przeciążenia bodźcami/złego samopoczucia spowodowanego czymkolwiek innym (wszak każdy z nas miewa lepsze i gorsze dni i czasem chciałoby się, by inni mieli dla nas więcej wyrozumiałości), 
  • zanim zastosujesz karę, daj dziecku szansę na poprawę zachowania i zapowiedz, że jeśli go nie zmieni, to zadzieje się to i to - coś jak „żółta kartka” na meczu, 
  • pomyśl, jaka kara będzie najbardziej adekwatna do rangi przewinienia (i błagam, nie serwuj dziecku w wieku przedszkolnym kary trwającej cały tydzień!), 
  • postaraj się, żeby kara była jak najbardziej logiczna, tzn. żeby była – w miarę możliwości -  naturalną konsekwencją danego zachowania (np. jeśli malec porozrzucał w złości zabawki – musi je posprzątać, w przeciwnym razie nie będzie mógł się nimi bawić; był agresywny w stosunku do dzieci w piaskownicy - nie może tam dalej przebywać; źle zachowywał się podczas zakupów - następnym razem nie pójdzie z Tobą lub nie dostanie ze sklepu nic nadprogramowego dla siebie), 
  • tłumacz, tłumacz, tłumacz! Wiem, że czasem dorośli mają już po dziurki w nosie ciągłego tłumaczenia dzieciom, dlaczego oczekujemy takiego, a nie innego zachowania, ale cóż – to nieodłączny element wychowania…
A może Wy macie jakieś inne rady lub refleksje co do stosowania kar wobec najmłodszych? Zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach:)

2 komentarze:

  1. Polecam książkę: Wychowanie bez nagród i kar - Alfie Kohn ;-)

    OdpowiedzUsuń