poniedziałek, 16 lutego 2015

O zabawie słów kilka


Dziś będzie co nieco o dziecięcej zabawie. Od razu przyznaję, że z premedytacją zdecydowałam się poruszyć jako pierwszą akurat tę kwestię, choć nie należy ona bynajmniej do grona najgorętszych tematów w debacie o dzieciach. A szkoda. Gdzieś wśród dyskusji i sporów na temat bezstresowego wychowania, radzenia sobie z napadami złości kilkulatków, zdrowego żywienia dzieci czy korzystania przez nie ze zdobyczy technologii ginie ten niby prozaiczny, niebudzący kontrowersji temat, jakim jest zabawa.  Bo i nad czym tu się rozwodzić, powiedziałby pewnie niejeden rodzic, którego znam. Zabawa to zabawa, nikt przecież nie broni się dzieciom bawić. 
    
     A jednak jest w tym myśleniu o dziecięcych zabawach jakieś irytujące mnie politowanie, lekceważenie, które zawsze budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Bo według mnie lekceważenie zabawy dzieci to de facto lekceważenie samych dzieci! Denerwuje mnie ta pobłażliwość rodziców w kontekście tego, co tak mocno zajmuje ich pociechy; czymś znaczącym jest według wielu z nich balet, judo,  lekcje angielskiego, nauka czytania, no ale zabawa – to tylko zabawa… A w domyśle: „To w końcu dziecko, musi się trochę pobawić, TRUDNO… Ale trzeba też wygospodarować czas na POWAŻNE zajęcia!”.

     Oczywiście nie chcę generalizować – nie mówię, że wszyscy dorośli prezentują taką postawę – jednakże gdy próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio jakiś rodzic przy odbieraniu dziecka zapytał mnie, w co bawił się jego maluch, to z przerażeniem stwierdzam, że było to jakieś dwa lata temu, gdy moi podopieczni byli świeżo upieczonymi przedszkolakami… Czy zjadło obiadek, jak radziło sobie na zajęciach, czy było na dworze – tak, na te pytania odpowiadam codziennie, ale co robiło dziecko w wolnym czasie? O to nie pyta nikt.  A szkoda, naprawdę szkoda, bo to znacznie ważniejsze niż  się wydaje na pierwszy rzut oka.  Nie chcę się jednak zagłębiać w temat znaczenia zabawy dla rozwoju dziecka – o tym można bez trudu znaleźć mnóstwo informacji w sieci i poza nią. Chciałabym za to zmobilizować rodziców, by nie tylko dawali dzieciom wystarczająco dużo czasu na zabawę, doceniając jej doniosłą rolę, ale też by wykorzystali tę aktywność na ich lepsze poznanie. 

     W poprzednim poście pisałam o pragnieniu inspirowania rodziców do stawania się specjalistami od swych pociech – otóż według mnie obserwacja dziecka podczas swobodnej zabawy to jedna z najlepszych metod, by osiągnąć ten cel! Można dzięki niej dowiedzieć się, co je interesuje, jakie ma szczególne zdolności i predyspozycje, co sprawia mu radość, a co je zasmuca, jakie są jego mocne, a jakie słabe strony, z czym ma trudności, nad którymi może warto się pochylić… I nie mam tu na myśli powierzchownych spostrzeżeń typu „lubi klocki” albo „nie umie czekać na swoją kolej” – nie, chodzi mi o coś znacznie więcej! To jak zajrzenie w głąb dziecka, i to właśnie w tym momencie, gdy zachowuje się najbardziej naturalnie, po to, by móc lepiej zrozumieć jego wewnętrzny świat. Jednym słowem- to kopalnia wiedzy na temat małego człowieka! Można by wręcz rzec: „Pokaż mi, jak się bawisz, a ja powiem Ci, kim jesteś”! Wystarczy jedynie trochę wolnego czasu, szeroko otwarte oczy i niezaprzątnięty niczym innym umysł. Tak więc drodzy rodzice, odpuśćcie sobie czasami ten tryliard rzeczy do zrobienia, za które zwykle zabieracie się, gdy dziecko zajęte jest zabawą, i  do dzieła! Gwarantuję, że to nie będzie stracony czas!

2 komentarze:

  1. Oglądanie telewizji to też zabawa, a dobrze wiemy jak bardzo jest niekorzystna.

    OdpowiedzUsuń
  2. oglądanie tv to oglądanie tv, a nie zabawa :) Dla mnie zabawa to coś, co wymaga od dziecka aktywności, oglądanie tv jest bierne.

    OdpowiedzUsuń